Czym tak naprawdę jest Przyjaźń i zaufanie? Osobiste przemyślenia.

Od jakiegoś czasu, zaczynam, poważnie zastanawiać się nad pytaniem, czym tak naprawdę jest przyjaźń? Pewnie, każdy z Nas ma Przyjaciół, ale czy osoby, z którymi mamy do czynienia, mogą kwalifikować się do grona Przyjaciela? Często jest tak, że nie potrafimy powiedzieć, kto jest naszym Przyjacielem, a słowo to używane jest, przez nas nagminnie i może mylnie określać np. kolegę lub koleżankę, osoby, z którymi mamy do czynienia, na co dzień i czujemy do nich sympatię, jednak nie koniecznie muszą od razu być naszymi Przyjaciółmi.

Myślę, że trzeba poważnie zastanowić się nad rozgraniczeniem przyjaźni od koleżeństwa, nawet, jeśli to koleżeństwo jest długotrwałe to nie koniecznie musi zmienić się po kilku miesiącach, latach w zagorzałą przyjaźń. Są koleżeństwa, które tak naprawdę nigdy nie przeradzają się w przyjaźń.

Przyjaźń odczuwamy całym sobą. Jest ona dla Nas jak świeży powiew letniego wiaterku, który czujemy w każdym milimetrze swojego ciała, zmysłów, uczuć, wyobraźni. Jest dla Nas jednym z najbardziej cudownych leków, który leczy ze wszystkich dolegliwości i daje poczucie wielkiej, nieskończonej siły, piękna, wartości wewnętrznej, nieskończonej miłości, poczucia bezpieczeństwa. Bo Przyjaciel, to ktoś, kto jednym słowem, spojrzeniem, gestem potrafi powiedzieć wszystko nie pytając, dlaczego.

Jakiś czas temu miałem do czynienia, jak mi się wydawało właśnie z prawdziwą przyjaźnią, gdzie dostrzegałem wszelkie aspekty związane z nazywaniem tych osób Przyjaciółmi. Sądziłem, że Nic i nikt tej przyjaźni nie zniszczy. Często jednak nachodziły Mnie myśli, czy to jest prawdziwa przyjaźń, nawet przy tak częstych kontaktach? Przecież Przyjaźń to słowo, nie, jako wywyższone i można powiedzieć, że jest drugim po miłości znaczeniem czegoś wyjątkowego, co zachodzi w Nas ludziach. Mimo, iż kontakty między Nami były bardzo zażyłe i nie potrafiliśmy bez siebie funkcjonować. Wszędzie gdzie to tylko możliwe, przebywaliśmy razem. Mogliśmy na siebie liczyć o każdej porze dnia i nocy. Jednak mimo tego czułem, że to wszystko jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe lub może nie tyle prawdziwe, co trwałe i po pewnej chwili pęknie niczym bańka mydlana. Będąc w tak bliskich stosunkach, można poczuć wielką sympatię do ludzi. Traktować ich nie, jako bardzo bliskie ci osoby. Moje zaufanie względem nich, było tak bezgraniczne, że nie zauważałem sytuacji, które dosłownie naruszały Moją i całej Mojej rodziny osobistą prywatność. Wszelkie upomnienia moich bliskich, co do naruszenia Naszej prywatności, brałem na zasadzie jakiegoś absurdu. Nie dałem sobie wmówić, że coś jest nie tak, że przekroczona jest pewna Nasza, Moja osobista granica, która zaczyna coraz bardziej sunąć w głąb Mojego życia. Można powiedzieć, że dopiero po pewnym czasie dostrzegłem problemy, jakie spowodowane były przez te Moje zażyłe i przyjacielskie kontakty. A stało się to, tylko, dlatego, że sam na własnej skórze przekonałem się, że zwyczajnie jestem wykorzystywany w sensie osiągnięcia korzyści przez Moich „przyjaciół”. Najbardziej perfidne było to, że wykorzystany zostałem nie, jako człowiek sprawny, ale jako osoba chora z niepełnosprawnością, która ograniczona jest fizycznie. Ograniczenia fizyczne, które mam od urodzenia i spowodowane są stałą dolegliwością ciała, skłaniają do tego, że na wiele jesteś w stanie pozwolić innym ludziom, nawet tym, których dobrze się nie znam. Niestety to po pewnym czasie okazało się wielkim błędem z Mojej strony, co pozwoliło tym osobom poczuć się na tyle pewnymi siebie, że są w stanie obedrzeć cię z Twoich i bliskich prywatnych dóbr materialnych, uczuciowych, a przy tym wiary w Człowieka. Okazuje się, bowiem, że pomoc innych może być zgubna. To samo można powiedzieć o pomaganiu, w sumie te dwa znaczenia są nie, jako podobne. Oczywiście nie zamierzam nikogo namawiać do tego by utracił wiarę w ludzi i strzegł się pomocy od innych lub sam nie pomagał tym, którzy tej pomocy oczekują. Nie o to chodzi – chodzi raczej o to, aby stać się bardziej uważnym w przyjmowaniu pomocy i udzielaniu jej. Dla Mnie pomaganie innemu człowiekowi jest sprawą naturalną, tak samo jak i otrzymywanie tej pomocy od innych osób, to buduje zaufanie do ludzi. Moja natura opiera się na zaufaniu i to bezgranicznym, szczególnie, że lubię ludzi i staram się ich szanować. Zaufanie jest podstawą przyjaźni, pozwala na szersze poznanie człowieka, jego zalet i wad, ale tych wad, które są akceptowalne przez drugą osobę. W zaufaniu istnieje pewne przekonanie o wartości człowieka, spojrzenie nie jak, na oblicze zewnętrzne, a głębiej w część jego duszy. Potrzeba zaufania innym, pozwala, co prawda na oddanie części osobistej prywatności, ale nie obdarcie z tej prywatności. Doświadczyć wtargnięcia kogoś w twoją prywatność wyzwala w człowieku potrzebę ochrony i powoduje zamknięcie dalszych drzwi w celu wyeliminowania zarazy. Szczególnie, kiedy wykorzystywana jest twoja słabość w moim przypadku słabość fizyczna trzeba być bardziej ostrożnym w ufaniu drugiemu człowiekowi i zaniechania traktowania go od razu, jako potencjalnego Przyjaciela. Niestety, mimo, że Moją ufność drugiemu człowiekowi traktuję, jako swoją największą zaletę, to bywa, że jest to jednocześnie Moja największa wada. Zawsze myślałem, że zaufaniem do ludzi i ich nie, jako większej wiedzy życiowej, pozwoli mi łatwiej zrozumieć sens codziennej walki o istnienie w tym świece. Trzeba jednak stwierdzić, że My sami musimy nauczyć się po przez swoje błędy funkcjonowania w tym świecie, a zaufanie ograniczyć do potrzeby poznania tylko części siebie z postawieniem granicy, której nie można przekroczyć, a wstęp po za tę granicę mają tylko nieliczni. Prawda, trudno jest nie ufać ludziom, a w moim przypadku szczególnie z wiadomych przyczyn, ale ograniczenie zaufania i określenie granic pozwala czuć się bezpieczniej samemu sobie, nie naruszając przy tym zaistniałych znajomości. Jednocześnie nie należy stwierdzać, że ktoś poznany i mający miłe usposobienie, a przy tym umiejący cię zrozumieć i w pewnych sytuacja pomagać musi od razu stać się Przyjacielem. To My sami ustalamy, w jakich okolicznościach możemy uznać Kogoś za Przyjaciela stawiając przy tym granice, których on sam nie może przekroczyć. Zauważyć trzeba, że w życiu mamy więcej znajomych, niż Przyjaciół, bo do Przyjaciół należy zaliczać tylko naprawdę wąskie grono ludzi.

  3 comments for “Czym tak naprawdę jest Przyjaźń i zaufanie? Osobiste przemyślenia.

  1. ~Lilla
    20 listopada 2013 o 00:02

    To prawda…fajny tekst:)))

  2. ~Andy
    6 lutego 2014 o 08:11

    Pisze prace z psychologii na podobny temat i znalazlem w sieci rzeczy, ktore sie w przyslowiowej „pale” nie mieszcza, twoj tekst podoba mi sie, ale natrafilem na takie jak opisy konkretnej podlosci, znalezc mozna po nazwisku Kasiczak Wojciechoszust, jak wykorzystuja ludzie czyjes zaufanie, jak horror sie czyta.
    Dzieki za twoj tekst, pozdrwaiam

  3. ~Ania
    18 sierpnia 2015 o 20:31

    Święta racYja :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *